BristolTrip: namów dziecko na spanie w trakcie podróży

Wpis powstaje na telefonie, czyli całkowicie mobilnie, podczas naszej podróży, która właśnie się zaczyna. Lecimy na tydzień do angielskiego Bristolu do rodziny.

Mamy już za sobą kilka podróży lotniczych (razem z Zuzią), więc teoretycznie nic nie powinno zaskakiwać. Okazuje się jednak, że za każdym razem Zuzka ma nowy zestaw pytań, na które trzeba odpowiedzieć.

Ponieważ wpis powstaje w trakcie lotu, to jeszcze seria pytań około lotniskowych się nie skończyła. Napiszę o tym w kolejnym wpisie.

Tymczasem chciałbym się podzielić (choć pewnie już wspominałem w innych wpisach) tym, jak pracować z dzieckiem podczas podróży, żeby takowa minęła względnie przyjemnie. Dodam, że Zuzka ani nie przepada za autbusami (jechaliśmy modlinbusem), ani samolotami, a właśnie w jednym siedzimy;)

image

Po pierwsze – primo (jedzenie i picie)

Nigdy nie napychaj dziecka jedzeniem i piciem przed długą podróżą, ale i nie głódź – pamiętaj o lekkim i sytym posiłku. Tak, jest to trudne do wyśrodkowania, jednak mocno rzutuje na przebieg tripu. Co konkretnie? To zależy od dziecka. Może być lekki obiad i kanapka z pieczywa z pełnoziarnistej mąki jako uzupełnienie. Ważne, żeby nie miało przesadnie dużo cukru oraz nie było wzdymajace. Może być istotne, żeby posiłek był na tyle wcześnie, żeby organizm miał czas na wypróżnienie. Żadnych fastfoodów na lotnisku czy dworcu.
A picie? To samo co z jedzeniem. Nie za dużo cukru i absolutnie woda mineralna, które dość słabo się wchłania, więc dziecku chce się szybko siku i dalej jest spragnione. U nas całkiem nieźle sprawdzają się naturalnie mętne soki.

Po drugie – primo (informowanie)

Porozmawiaj wcześniej z dzieckiem o podróży. Niech wie jak to wszystko będzie przebiegać. Szczególnie ważne jest to w przypadku lotu. Lotniska mają swoje procedury. Jeśli dziecko boi się obcych, to nie jest trudno o histerię dzięki pomocy jakiegoś ochroniarza/celnika, który ma problemy z inteligencją emocjonalną.

Chyba wyglądam podejrzanie, bo przy kontroli paszportowej, gdy puściłem Zuzkę przodem, to celniczka pytała się jej z kim jedzie, jak tata ma na imię i czy chce jechać – prawie jak porywacz?:)

Dla mnie zawsze największym wyzwaniem jest jednak walka z przedłużającą się podróżą. Zestaw akcesoriów wypełniajacych czas (gry na telefonie, kredki i papier, książka) jest totalnym minimum. Jednak w naszym przypadku najskuteczniejsza jest rozmowa o tym, że gdy się śpi, to droga szybciej mija. I o ile na samym lotnisku/dworcu trzeba się czym zająć, o tyle sama jazda/lot odbywają się przy szczęśliwym udziale morfeusza;)

image

Po trzecie – primo (ważne jest nastawienie)

Spróbuj przekonać siebie i dziecko, że sama podróż to super przygoda. Walcz ze swoim zdenerwowaniem/stresem od.: korki, kolejki, niemili współpasażerowie czy też po prostu niewygody fizyczne (gorąco, ciasnota, jedna pozycja). To, że się denerwujesz nikomu nie pomoże, a tylko wprowadza ferment. My na przykład jedziemy często trochę za wcześnie na lotnisko. Mam spokój, że zdążę, Zuzka ma czas na wynudzenie się, więc później ma mniej sił na brykanie oraz jest szansa obejrzeć wszystkie ciekawe miejsca w samym porcie lotniczym, co samo w sobie bywa niezłą zabawą.

Mam nadzieję, że trochę pomagam Ci w Twoim planowaniu wyjazdów. Zachęcam Cię do komentowania i polubienia mojego fejsbookowego fanpage.

Lajk, to najfajniejsze podziękowanie:

Przeczytaj też:

2 Comment

  1. […] poprzednim wpisie opowiadałem ogólnie o podróżowaniu – w niniejszym uszczegóławiam nasze doświadczenia i przygody lotniskowe. Wydaje mi się, […]

  2. […] wpis z serii BristolTrip dotyczył namawiania dziecka do snu w trakcie podróży, drugi zaś szczegółów związanych z podróżą samolotem i ogólnych zachowań zasad, które […]

Dodaj komentarz