o dzieciach, równouprawnieniu i innych niebezpiecznych zabawach

Uwaga! Wpis jest o dzieciach, czasie wolnym, dłubaniu patykiem w ognisku i niebezpieczeństwach z tym związanych. Na deser zostawiłem dwa słowa o równouprawnieniu. Jeśli jesteś rodzicem przewrażliwionym, to absolutnie nie czytaj tego wpisu – może wywołać u Ciebie szok i panikę.

(wpis został w maju '14 opublikowany na moim blogu jurgiel-zyla.pl - ponieważ niniejszy blog jest zdecydowanie lepszym miejscem, to notka została przeniesiona)

Do stworzenia niniejszego wpisu skłonił mnie tekst Zucha o wychowywaniu przegranych dzieci. Opisane dzieci, które nie wiedzą co to znaczy spaść z drzewa, zniknąć rodzicom z widoku czy też jak bardzo boli skaleczony palec. Maciek (Zuch) na końcu swojego wpisu zawarł bardzo ważne zdanie:

Pozwólmy im żyć. Będąc PRZY nich, a nie ZA nich.

Zgadzam się ze słowami Maćka w 100%. Rodzice obecnie popadają w paranoję w kwestii wychowania dzieci. Budują dzieciakom złote klatki, w których te nie są w stanie nauczyć się oddychać pełną piersią. Dlatego też postanowiłem podzielić się z Wami kilkoma historyjkami z mojego dzieciństwa oraz na zdjęciach pokazać jakie dzieciństwo staram się zapewnić mojej córce.

Jeśli wchodzisz na drzewo, to jest szansa, że spadniesz. Jeśli drzewo jest nad chodnikiem, to jest szansa, że spadniesz i ktoś Ci poprawi.

Pomijając fakt, że obecnie drzewa w mieście są jakieś inne. Tak jakby ktoś im specjalnie poobcinał gałęzie, dzięki którym można było się wspiąć wyżej. Historia o spadaniu jest przykładem kaskaderstwa mojego brata. Mieliśmy wielką śliwkę-mirabelkę przed blokiem. Było to drzewo wielkie (jak dla 7-10 latków), rozłożyste, z wieloma gałęziami do skakania. Niemniej wejście na te cieńsze nie zawsze kończyło się dobrze. Młody wspiął się na końcówkę jednej z gałęzi (założę się, że to właśnie tam były najlepsze śliwki), gałąź się złamała, Młody spadł, rowerzysta jadący chodnikiem najechał na Młodego. Młody poobijany i pozdzierany na następny dzień siedział z resztą dzieciaków na tym samym drzewie.

Jeśli masz rower górski i wielką górę, to na pewno wpadniesz na pomysł, żeby z niej zjechać.

I tutaj znowu przykład mojego brata. Duże zbocze ruin zamku w Olsztynie pod Częstochową. Dużo trawy i sporo kamieni. Ostry zjazd, większa nierówność pod kołem i fikołek zaliczony. Na następny dzień jechaliśmy na wycieczkę rowerową i inny rejon. Młody poobijany i lekko pozdzierany pedałował bez większego marudzenia.

Tak, jak pomyślę, że moja córka miałaby uprawiać teraz taką kaskaderkę, to włos jeży mi się na głowie. Niemniej organizujemy sobie inne atrakcje:)

A jakie aktywności organizuję sobie z moją córką?

Jazda na i opieka nad koniem – fikołki, żółwiki i groźne kopyta.

Jaki jest koń każdy widzi. Nie każdy jednak lubi lub nie boi się tych zwierząt. Zuzka na koniach śmiga od 4 roku życia. Od samego początku nie chciała jeździć na kucach – od razu na duży kaliber. Koń ma być duży. Na początku jazda w oprowadzaniu przez instruktora, później na lonży, a obecnie sama na padoku i wycieczki do lasu. Były fikołki przez łeb konia, było spadanie z siodła na „żółwika”, a od niedawna ogarnianie konia w hotelu dla koni: wyczesywanie, czyszczenie sierści i kopyt. Blisko wszystkiego co groźne i niebezpieczne u konia, czyli kopyt i dość pokaźnych zębów. Bezpieczeństwo? Jest kask, jest kamizelka chroniąca klatkę piersiową. Siniaki zaś dość szybko znikają.

Zuzia w stadninie

Zwariowane zabawy, fikołki, latanie, podrzucanie, skakanie.

Jak widać na załączonym zdjęciu dobra karuzela nie jest zła. To samo co wyrzucanie w górę na basenie, zjeżdżanie głową w dół po zjeżdżalni na basenie czy też chodzenie po krzakach i drzewach. Póki co siniaków i zadrapań niewiele, a zabawy co nie miara:)

szaleństwa

Chodź dziecko, pokażę Ci zoo.

Tato! Będziemy oglądać zwierzaki? W zasadzie to tak – ale bez klatek, uśmiechnięte i pokojowo nastawione. W ten właśnie sposób cały dzień na Przystanku Woodstock spędziliśmy ganiając się, prażąc na słońcu, obserwując ludzi i skacząc w rytm muzyki. Do tego musiał być tatuaż z henny (czy jak się to tam zwie) i wege jedzenie. Na co dzień Zuzka woli słuchać Rammsteina, Nightwish, Zembatego i Grzywacza, niż Lady Gagę czy inne tego typu paskudy.

Warsztat domowy to najlepszy poligon doświadczalny!

Zdjęcie pokazuje lutownicę gazową i topienie kalafonii. Dymu co nie miara, prawie 1000 st. C płomienia i czujne oko ojca. Było gorąco, BHP zachowane. To samo z wierceniem dziur, wbijaniem gwoździ czy piłowaniem desek. Zuzka wie czym się różni wiertło udarowe od tego do drewna, jak działa wkrętarka i do czego służy szlifierka kątowa. Gipsowała dziury w ścianie, malowała farbą, cięła kable. Ostatnio rozwiercała ze mną zamek w drzwiach, więc na włamywacza-remontowca się nadaje:)

wspólne lutowanie

Tato – nogi mnie bolą.

No i powinny boleć, bo wchodzimy na bardzo dużą górę (głęboką jaskinię, długi marsz – niepotrzebne skreślić). Wysiłek i odległość rozkładamy na granicy możliwości Zuzki, niemniej ani razu nie zrezygnowała! Prawdopodobnie jedną z przyczyn zawziętości były górskie buty w ulubionym, czerwonym kolorze (aktualizacja: na jesień 2014 poważniejszy kolor: fioletowy).

górskie wycieczki

A pod namiotem nikt nie dba o fryzurę, czyli polowe warunki w domu bez murowanych ścian.

Pamiętam pierwszą Zuziową reakcję na spanie w namiocie. „Tatuś, ale tutaj nie ma prawdziwych ścian!” Ano nie ma, jest za to możliwość biegania na boso, wstawania w środku nocy (nad jeziorem przesadnie ciepło nie jest), słyszenia wszystkiego co się dzieje w okolicy. Nie mówiąc już o dodatkowych atrakcjach jak burza czy burza z wichurą:)

kampingowe spanie

Z innych ‚niebezpiecznych’ aktywności…

Zuzka sama chodzi do sklepu, wyprowadza psa, jeździ po osiedlu na rowerze. Czy jest przez to mniej bezpieczna, niż gdyby byli przy niej non stop rodzice? Nie wydaje mi się. Nie da się dziecka cały czas pilnować i chronić przed wszystkimi zagrożeniami. Mogę za to ją edukować i wskazywać jakich sytuacji powinna unikać, jakie zachowania są niedopuszczalne oraz samemu ustalić granice swobody i odpowiedzialności.

Na deser zaś pozostawiam Wam artykuł o tym co znaczy być równouprawnionym ojcem. Czytając o powyższych sytuacjach zastanówcie się czy tak samo (razie jakiegoś nieszczęścia) byłby potraktowany ojciec i matka? (zakładając, że w danym momencie dziecko jest pod opieką jednego z rodziców)

http://www.edziecko.pl/rodzice/1,79354,13587752,_Rownouprawnienie_to_fikcja__ojcowie_sa_traktowani.html

https://www.youtube.com/watch?v=u3PgH86OyEM

Lajk, to najfajniejsze podziękowanie:

Przeczytaj też:

3 Comment

  1. […] http://tato.mobi/dzieciach-rownouprawnieniu-niebezpiecznych-zabawach/ – o tym jak to jest fajnie wspólnie i bezpiecznie bawić się. […]

  2. […] przeszliśmy przez wszystkie konkurencje w namiocie Polskich Parków Narodowych, gdzie dowiedzieliśmy się niezliczonej ilości ciekawostek, dotykaliśmy kłaczek, którego zwymiotował bocian, […]

  3. […] fajnego dzieciństwa i dobrej zabawy, żeby ciągle czegoś zabraniać potomkowi. Lepiej uczyć i organoleptycznie pokazywać o co biega na świecie. Wierzę, że dzięki temu będzie jej trochę łatwiej w […]

Dodaj komentarz