ostatnia wycieczka na koniach w tym roku

Zuzia od czwartego roku życia zakochana jest w koniach. Odkąd pierwszy raz pojechaliśmy do stadniny, żeby pokazać jej z bliska te wspaniałe zwierzęta minęło już przeszło pięć lat. A pasja rośnie coraz bardziej. W zasadzie spora część Zuziowej aktywności fizycznej, plastycznej czy też czytelniczej dotyczy własnie koni.

(wpis powstaje w momencie, gdy Zuzka jest w terenie)

konna wycieczka

Etapy budowania pasji i nauka

Gdy Zuzia miała 3-4 lata, regularnie spotykaliśmy na różnych imprezach na świeżym powietrzu ludzi, którzy oferowali przejażdżkę na kucu za kilka złotych. Za każdym razem chciała podejść, pogłaskać i czasem przejechać się kawałek.

Skoro już wyraziła zainteresowanie tematem, to znalazłem w okolicy miejsca zamieszkania stadninę, w której oferowano „oprowadzanie” na koniu. Miało to miejsce na padoku, instruktorka trzymała konia za wodzy (część ogłowia), trwało to 10-15 minut, zaś Zuzia miała jeszcze wtedy na tyle krótkie nogi, że buty musiały się opierać na pasku od strzemion (puślisku). Takich jazd odbyło się kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt.

Kolejnym etapem (w okolicy szóstego roku życia) było rozpoczęcie szkolenia na lonży. Zuzia miała już większą władzę nad koniem, ale najważniejszym było dosięganie nogami do strzemion. Mogła się uczyć zachowania na koniu, trzymania właściwej postawy, odruchów czy też podstawowych chodów i biegów.

Później przyszedł czas na jazdę swobodną po padoku. Bardzo ważny etap, ponieważ instruktorka ma mniejsze możliwości natychmiastowej reakcji i bezpośredniego wpływu na zachowanie konia. Z nowych elementów do nauki doszły różnego rodzaju wolty, płynne przechodzenie w kłus, nauka galopu czy też kłus ćwiczebny (nie odrywa się tyłka od siodła – próbowałem, trudne dla niewprawionej osoby).

Podczas wszystkich tych etapów ani razu nie naciskałem na kolejne, do niczego nie zmuszałem, a co najwyżej podsuwałem Zuzi nowe rzeczy, które stymulowały jej zainteresowanie. Bardzo ważne w tym wszystkim było kupowanie akcesoriów jeździeckich. Rozłożyliśmy w czasie tak, żeby z jednej strony posiadać minimum wymagane do bezpiecznej i wygodnej jazdy, z drugiej strony żeby mieć cały set elementów do uzupełnienia (typu lepsze rękawiczki, regulowany „lansiarski” kask zamiast pożyczonego toczka, etc).

wycieczka na koniach

W tej chwili Zuzia pojechała na swój drugi wyjazd swobodny do lasu na wycieczkę na koniach. Sama czuje się na koniu pewnie, sama zdecydowała, że chce spróbować, a odpowiednie przygotowanie instruktorek, spokojne konie i ładna pogoda w tym pomogły.

Jak to przełożyło się na mnie? Czasem było sporo stresu. Pierwsza lonża, pierwsza jazda bez lonży, pierwszy wyjazd do lasu. Szczególnie ta ostatnia aktywność dała się we znaki – czułem się jak tuż przed maturą. Zuzia nie mogła się doczekać aż pojedzie, ja zaś nie mogłem się doczekać aż wróci.

Zuzia w stadninie

Jak to przełożyło się na nasze życie? Jeszcze więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Zdecydowanie łatwiej zaplanować nam aktywność – również w domu. Budujemy razem różne akcesoria do zabawkowych stajni (jak i same stajnie – będzie o tym osobny wpis). Trochę łatwiej zdecydować się na wybór wzoru na ubraniach (aczkolwiek staramy się nie wybierać wszystkiego z motywami końskimi).

Dodatkowo zacząłem również sam się uczyć jeździć. Wymaga to naprawdę wiele energii i sprawności fizycznej. Fajny sport, bardzo kojące obcowanie z bardzo potężnymi zwierzętami, a co najważniejsze dzielenie radości i zabawy z dzieckiem – tego nie da się przełożyć na nic innego i właśnie to jest bodźcem do spędzania ze sobą dużej ilości czasu i wielu ciekawych tematów do rozmów.

aktywny odpoczynek w stadninie

Lajk, to najfajniejsze podziękowanie:

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz