pierwszy bieg, czyli 2,5km walki w tempie 8:40 – czerwiec 2016

pierwszy bieg

Obecnie, czyli w styczniu 2017 roku mam rozpoczęty ósmy miesiąc biegania. W kolejnych częściach swojej opowieści przejdę przez wszystkie miesiące walki, aż do teraźniejszości. Opowiem Wam o walce, radościach, zwątpieniach i sukcesach. Mój pierwszy bieg odbył się na przełomie maja i czerwca zeszłego roku. Był bardzo wyczerpujący.

Wyjaśnienie.

Zaczynam opowiadać od początku, jednak to nie teraz powiem co zrobiłem, żeby dojść do miejsca, w którym teraz jestem. Opowiem o tym na końcu – za kilka wpisów. Gdzie teraz jestem? W chwili pisania niniejszej notki jestem 713 kilometrów dalej, niż byłem w czerwcu 2016 roku. Jestem po kilkunastu treningach przekraczających 10 kilometrów biegu, po kilku treningach przekraczających 20 kilometrów biegu. Z czasami poniżej 55minut na 10km i 2 godzin 22 minut na 21km (półmaraton) – a dopiero zacząłem przygotowania do tego drugiego dystansu.

Co to za tempo 8:40 (8’40”)?

Biegacze używają dwóch rodzajów określania prędkości. Jeden (mniej popularny) to prędkość mierzona w kilometrach na godzinę, czyli klasyczna miara prędkości używana choćby w samochodach. Drugi rodzaj to czas (w minutach i sekundach) określająca czas potrzebny do przebiegnięcia 1 kilometra. 

Te 8’40” to była moja średnia prędkość, którą uzyskałem podczas swojego pierwszego biegu. Mój pierwszy bieg osiągnął oszałamiający dystans 2,7km, podczas którego kilka razy przechodziłem do marszu (z truchtu) i miałem porządną zadyszkę (co by nie powiedzieć, że trzymałem płuca, żeby ich nie wypluć).

Gdzie jestem teraz?

To troszkę bardziej skomplikowane, bo mocno zależy od dystansu, ale w uproszczeniu mam tak:
– zmierzony czas na dystansie 10km: 54min 27sec, co oznacza średnie tempo 5’27″/km, niemniej aplikacja treningowa twierdzi, że mogę zejść poniżej 50 minut na tym dystansie (na wiosnę sprawdzę),
– zmierzony czas na dystansie półmaratońskim (21097m): 2h 21min 10sec, co oznacza średnie tempo 6’41, a było to tylko treningowo przy osiąganiu dystansu 27km, tutaj aplikacja treningowa twierdzi, że stać mnie na czas zbliżony do 2h równo,
– maksymalny dystans, który przebiegłem: 27km w czasie 3h 9min 48sec, co oznacza średnie tempo 7’02” – widać, że ostatnie 6km dało mi w kość.

Trudno wprost opisać różnice pomiędzy maksymalnymi parametrami, a w/w osiągnięciami, gdyż w/w są w większości treningowe, a podczas treningów celem nie są rekordy. Rekordy radykalnie zwiększają szanse na kontuzje.

Jak teraz wyglądam?

Tutaj jest największa zmiana. Zdjęciami raczej chwalić się nie będę – bo po prostu nie robiłem ich w trakcie treningów, a jeśli już z danego okresu posiadam fotki, to potrafiłem w miarę rozsądnie ukrywać nadmiary pod ubraniami.

Za to mogę krótko podsumować obecną zmianę:
– blisko 15kg mniej,
– wszystkie ciuchy do wymiany (zmiana rozmiaru z granicy XL i L na M!),
– w koszulach zmiana kołnierzyka z 42 na 39,
– w spodniach nawet nie liczę, ale kiedyś zmierzę – na oko to już naście centymetrów w pasie.

Co dalej?

W kolejnych postach napiszę jak wyglądał progres mojego biegania, powiem dlaczego w ogóle zacząłem oraz na bieżąco będę zdawać relacje z kolejnych sukcesów. Gdzie chcę dotrzeć? W tym roku (2017) chcę przebiec minimum dwa półmaratony: na koniec marca Półmaraton PZU w Warszawie, na początku maja Pogórzanin, czyli półmaraton górski w Dubiecku. Na koniec maja mam przed sobą jeszcze Runmageddon Classic, czyli 12km z przeszkodami (o runmageddonie rekrucie pospojleruje kolejne wpisy i odeślę Was do Iwony). Chcę się też przygotować do PEŁNEGO MARATONU, czyli 42 kilometrów 145 metrów biegu. Ale to na jesień i zobaczymy jak te przygotowania będą mi szły.

polar_100_procent

Lajk, to najfajniejsze podziękowanie:

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz