świetlica w szkole – kiedyś i teraz

Pamiętam (trochę przez mgłę), że świetlica, w której ja czasem spędzałem wolny czas była miejscem nudnym, mało kreatywnym i raczej zniechęcającym. Jakie było moje zdziwienie, gdy odkryłem zakres zajęć i obowiązków świetlicy w szkole mojej córki.

Pierwszym odruchem było lekkie niedowierzanie. Kilkanaście lat i taka ogromna zmiana. Jeśli w każdej szkole jest choćby w połowie tak fajnie, to jestem pod olbrzymim wrażeniem.

2014-10-31 15.36.16

Chcesz się bawić? OK, jest do tego przeznaczona sala, gdzie jest masa zabawek i pod uważnym okiem opiekuna/nauczyciela dzieci bawią się grami, zabawkami czy też klockami.

Chcesz odrabiać lekcje? Wspaniale. Szkoła zapewnia uczniom miejsce do spokojnego odrobienia pracy domowej. Dodatkowo nauczyciel prowadzący „odrabianki” może pomóc przy trudniejszym zadaniu lub je sprawdzić.

Masz za dużo energii? Też nieźle – idziesz do sali, gdzie inny nauczyciel prowadzi zajęcia ruchowe, taneczne, etc. Po kilkugodzinnym siedzeniu w ławce dziecko spokojnie może rozładować nadmiar energii.

Cofając się kilkanaście lat wstecz przypominam sobie, że nauczycielki prowadzącej świetlice nikt nie lubił. Ona sama też nikogo nie lubiła. Uczniowie, którzy spędzali na świetlicy czas po prostu nie mieli innej opcji i raczej od ich kreatywności zależało czy był to czas spędzony na jakiejś sensownej aktywności czy też nudną karą. Dla nauczyciela też raczej to była kara niż wyróżnienie.

Obecnie (przynajmniej w szkole mojej córki) nauczyciel prowadzący świetlicę jest ważnym członkiem życia szkolnego. Organizuje wszystkie w/w aktywności, jest również prowadzącym całe życie szkolne. Wszystkie imprezy (wewnętrzne i zewnętrzne) „przechodzą” przez jego ręce. Widać, że lubi to co robi, a wszyscy (uczniowie i inni nauczyciele) szanują go za wykonywaną ciężką pracę.

Fajnie, że się to zmienia. Że szkoła rzeczywiście chce być miejscem, gdzie dzieci mają się dobrze czuć. Wierzę, że i średnie i wyższe szkoły przez te kilka lat (zanim Zuzka do nich trafi) również przejdą reformę i zaczną traktować uczniów i studentów na możliwie wysokim poziomie. Może czasy, w których ironiczne pytania od wykładowców o tym ‚czy studia są dla studenta czy student dla studiów’ staną się tylko wspomnieniem i żartem z przeszłości:)

ps: ton wpisu może sugerować, że kiedyś było bardzo źle – raczej było i dobrze i źle. Niemniej wierzę, że lepsze nie jest wrogiem dobrego.

A jakie Wy macie wspomnienia ze swoich świetlic czy też aktywności, które Wasze szkoły zapewniały (lub nie) w ramach wypełniania wolnego czasu?

Lajk, to najfajniejsze podziękowanie:

Przeczytaj też:

1 Comment

  1. Taaa… U mnie w podstawówce była jedna sala na świetlicy, gdzie działo się to wszystko naraz — odrabianie lekcji, rysowanie, gry i zabawy, oraz oglądanie telewizji.

    Łatwo sobie wyobrazić, jakie to miało skutki dla efektywności np. tego odrabiania lekcji… 😉

Dodaj komentarz