Twoje dziecko może być mistrzem olimpijskim – daj mu tylko przestrzeń

Lubię, kiedy po jakimś czasie intuicyjnych działań spotykam na swojej drodze kogoś, kto jest w danej tematyce mistrzem, specjalistą (takim z prawdziwego zdarzenia) lub wieloletnim praktykiem i kto na bazie swoich doświadczeń mówi mi: „obrałeś dobry kierunek”. Chciałbym Wam opowiedzieć o tym jak utrzymywać sport w świecie dziecka.

 

Praktyka i głos profesjonalisty

Byłem (właściwie to jeszcze jestem, ponieważ wpis powstaje w trakcie) na TEDxRawaRiver w Katowicach, gdzie wystąpienie miał:

Grzegorz Więcław – psycholog sportu z Gliwic i absolwent uczelni w Kanadzie i Finlandii, przybliży nam techniki swojej pracy, które można wykorzystać także poza sportowymi arenami.

Pan Grzegorz opowiadał o tym czym jest sport w życiu ludzi oraz jak dzieci są prowadzone przez rodziców, niekiedy na drodze do wielkich sukcesów i osiągnięć.

Podzielił rodziców dbających o zaangażowanie sportowe swoich dzieci na dwie grupy:

  • rodziców pragnących, żeby ich pociechy jak najszybciej osiągnęły sukces sportowy,
  • rodziców dających dzieciom przestrzeń do wyboru jaki sport dziecku się podoba i który chce dalej uprawiać.

Niezależnie od w/w grup prelegent przytoczył utarte założenie, że 10000 godzin poświęcone na uprawianie dowolnej dyscypliny (niekoniecznie tylko sportowej, może to być również każda inna dziedzina zawodowa) pozwala osiągnąć sukces i mistrzostwo. Wrócił jednak do rodziców i trenerów, którzy niebezpiecznie obniżają wiek, w którym dziecko ma kontakt ze zorganizowaną działalnością sportową. Już w wieku 5 lat dzieci obciążane są regularnymi treningami, które zabierają cały wolny czas, który mogłyby poświęcić na zabawę, wyrabianie umiejętności interpersonalnych, itp.

Jednym z przykładów był Andre Agassi, który powiedział coś takiego:

Andre Agassi

Zawsze czułem w kościach, że przesadnie duża presja nikomu nie pomaga.

Tymczasem dziecko powinno otrzymywać wiele bodźców, powinno mieć pokazywane różne dyscypliny sportowe, najlepiej poprzez zabawę i zdecydowanie dostosowane do możliwości psychofizycznych dziecka.

Moja intuicja, czyli dlaczego Zuzia robi to, na co ma ochotę

Odkąd moja córka zaczęła w miarę stabilnie biegać, staraliśmy się spędzać czas wolny na powietrzu, próbując różnych aktywności, niekoniecznie takich, które znałem sam. Dla mnie to było też wyzwanie, ale i sposób na spróbowanie czegoś nowego.

Co więc robiliśmy? Chodziliśmy na basen, bo taplanie jest fajnie. Jeździliśmy na rowerach i od niedawna na rolkach, bo można szybciej niż biegać. Czasem ścigaliśmy się do różnych przeszkód – niewielkie odcinki regularnego biegania mogą uczynić cuda dla naszej formy. Do tego łyżwy, odwiedziny w stadninie i pierwsze jazdy na koniach, wyścigi gokartami, granie w piłkę nożną, rzucanie „frizbi” czy też wędrówki po górach – kiedyś pagórkach, a od niedawna Bieszczadach i Beskidzie Śląskim.

Co się udało, czyli tak, Pan Grzegorz ma rację

Zuzka od przeszło 5 lat jeździ konno. Regularnie. Przede wszystkim dlatego, że chce jeździć. Stale się dopomina o nowe terminy jazd, przedłużenia karnetu. Czy Ją pcham w ten sport? Delikatnie tak. Zaproponowałem, a Ona przyklasnęła pomysłowi – pojechała w ostatnie wakacje na obóz jeździecki; czasem zostaje cały dzień w stadninie – sprząta, oporządza konie, biega z innymi dzieciakami po okolicznych wertepach wokół. Chce tego, podoba Jej się to.

Również często staramy się bywać na basenie, gdzie Zuzka pływa, nurkuje i jak szalona zjeżdża na wszystkich możliwych zjeżdżalniach. Zimą na łyżwach coraz mniej obija tyłek na lodzie, po trzech sezonach potrafi jeździć tak dobrze jak ja. Na pewno będziemy wracać na gokarty, nie mówiąc już o notorycznej eksploatacji roweru i rolek. 10-15km wędrówki w górach też nie jest nam straszne. Zuzia lubi sport. Bardzo.

Mam nadzieję, że macie też takie wyczucie i intuicję. Że nie gnębicie swoich dzieci nie zważając na to czego chcą i potrzebują. Wszystkiego dobrego.

Lajk, to najfajniejsze podziękowanie:

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz