uwielbiam ciepło żywego płomienia, ognia

uwielbiam ogień

Nie znam dziecka, którego nie fascynowałby płomień. Ognisko, kominek, a nawet grill. Byleby móc popatrzeć, a najlepiej pogrzebać patykiem w środku. Spowodować, żeby iskry się pojawiły, jeśli ognisko, to żeby wzbiły się w niebo. W pewnym wieku przychodzi czas na „własne” ognisko. Może być obok ogniska właściwego, ale każdy listek, każda gałązka trafia do prywatnego ogniska.

Pamiętam z czasów dzieciństwa różne zakazy nakładane przez rodziców w związku z ogniskiem. I w takowym „dłubałem”, i podchodziłem „zbyt blisko”, i potrafiłem na nie patrzeć dowolną ilość czasu. Rodzice regularnie mnie odganiali, jak muchę która się naprzykrza. Od dorosłych (nie pamiętam kogo, a nie chcę niepotrzebnie tym rodziców obciążać) słyszałem, że będą mi się śnić baboki, że się zesikam przez sen, że będę łysy, sic!

Raz się oparzyłem. Dowiedziałem się, że ogień boli.

Dopiero po kilkunastu latach, gdy sam robiłem (jako raczej już dorosły człowiek) ognisko, oparzyłem się ponownie. Tym razem chciałem być cwany. Przecież to tylko jeden badyl, szybko go przesunę i ognisko będzie idealne. Przesunąłem, ognisko stało się idealne, ja zaś pozbyłem owłosienia do połowy przedramienia i zyskałem czerwony kolor skóry w okolicy nadgarstka. Bolało jak cholera, ale obyło się bez większych komplikacji – po kilku dniach zapomniałem o zdarzeniu.

Czy mojej córce zabraniam bawić się przy ognisku? Nie, wręcz przeciwnie, zapraszam ją do wspólnej zabawy. Co jednak nie znaczy, że nie zachowuję minimum bezpieczeństwa, czyli:
– ognisko nie jest duże,
– wkoło ogniska jest możliwie czysto, żadnych walających się gałęzi czy innych potykaczy,
– nie spuszczam dziecka z oka (dosłownie, nie że na chwilę się odwracam, a jeśli muszę, to młoda oddala się od ogniska),
– jestem na tyle blisko, żeby móc podbiec w ułamku sekundy, na tyle daleko, żeby dziecko miało frajdę, jeśli chce „samo”,
– uczestniczę w tej zabawie, zwykle tuż obok i np.: sprawdzamy jak się pali mokra i sucha trawa czy liście, kora, grubsze i cieńsze gałązki,
– pozwalam dziecku poczuć gorąco, a nawet złapać rozżarzony patyk (możliwie mały), raz było trochę płaczu, teraz patyk jest trzymany na bezpieczną odległość.

Szkoda fajnego dzieciństwa i dobrej zabawy, żeby ciągle czegoś zabraniać potomkowi. Lepiej uczyć i organoleptycznie pokazywać o co biega na świecie. Wierzę, że dzięki temu będzie jej trochę łatwiej w życiu.

Lajk, to najfajniejsze podziękowanie:

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz